poniedziałek, marca 02, 2009

Elukubracje, czyli początek.

W języku starożytnych Rzymian słowo elucubrare znaczyło tyle, co tworzyć, pisać przy świetle lampy. Tworzenie w nikłym blasku oliwnego kaganka musiało być dowodem godnego uwagi oddania czy determinacji, skoro znaczenie tego słowa zachowało się w pewnej formie aż po dziś dzień. Elukubracją, bo o tej formie mowa, nazywa się dziś utwór tworzony mozolnie, z wysiłkiem… choć bez specjalnego polotu. Mimo, iż nie znam pochodzenia współczesnego sensu tego określenia, tak właśnie - pokornie i z dystansem - zwykłem nazywać swoje fotografie. Wiem, jak wiele jeszcze nie umiem oraz jak wiele, prawdopodobnie, nie nauczę się nigdy. Czasem jednak, kiedy nadarzy mi się sposobność spojrzenia na własne prace z perspektywy czasu, dostrzegam, jak wiele już wiedzy i warsztatu opanowałem. Takiemu właśnie spojrzeniu służyć ma niniejszy blog. Miło mi będzie, jeśli i Ty znajdziesz czasem chwilę, aby przyjrzeć się temu, na co światło rzuca moja nocna lampka …

* * *

Jak przystało na pierwszy wpis, także i pierwsze zdjęcie ma charakter… wejściowy:

Lipiec 2008; Aakirkeby, Bornholm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz